wtorek, 3 stycznia 2017

Nowy Rok.......
Przede wszystkim chciałam Wam życzyć aby ten nie był gorszy od poprzedniego i abyśmy zdrowi byli. I nie życzę Wam tego bo wypada, zdrowie uważam jest nadrzędne w naszym życiu bo nie ma nic gorszego jak być zależnym od innych, stać się dla kogoś ciężarem.

Zajrzałam dziś do pierwszego posta z ubiegłego roku gdzie jak nigdy zrobiłam listę pozycji do wykonania w rok. Uczyniłam to pierwszy i ostatni chyba raz,  bo jak to w powiedzeniu " chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach". Jedynie udało mi się skończyć"główki " o czym już wiecie. Reszta to ciągle ufoki.
Nadal trwam przy sierściuchu chociaż od dwóch tygodni nie postawiłam ani jednego xxx. Krosno stoi sobie cichutko pod ścianą,gdzie zostało ulokowane jeszcze przed świętami. Mam nadzieję, że po publikacji tego posta wróci na swoje miejsce i uda mi się dziś postawić kilka krzyżyków. Apka crostty jest cudowna ale i bezwzględna ,pozwala mi śledzić ilość  sztuk xxx w trakcie jednego dnia i mówi mi, że ostatnie xxx postawiłam21grudnia i było ich tylko 97. Ma się to tempo 😁
Przeglądając wpisy zorientowałam się, że nie zarchwizowałam tu swoich kilku udziergów szydełkowo drucianych uczynionych w ubiegłym roku. Jedną z nich była chusta o wdzięcznej nazwie Gail wykonana z cieniutkie go Lace Dropsa w kolorze wanilii lub jak kto woli lekkiego beżu. Wyszła ogromną bo całe 800m zostało zużyte. Niestety zapomniałam zrobić zdjęcie a chustą został ktoś obdarowany. Lubię ten wzór i mogą go powtarzać, oczywiście w odstępach czasu 😁
Kiedy po wyszyciu główek miałam z nimi problem spowodowany nieudolnym ich wypraniem moje ego potrzebowało szybkiego sukcesu i to w dziedzinie, która mnie rzadko zawodzi czyli padło na szydełko. Wzór był w czeluściach archiwum, czekał na taki moment i z prawie 4 motków cudownej nitki Cable o białym kolorze powstało sobie takie coś

 

Jestem z niej zadowolona chociaż nie zablokowała jej jak należy tylko potraktowałam żelazkiem.Serweta mo 90 cm średnicy, wzór znaleziony w sieci.
 Jest to mój pierwszy wyrób tą niteczką. Praca z nią to sama przyjemność i jeszcze nie raz po nią sięgnę.
Drugim drobiazgiem jest rzeczywiście niewielka serwetka techniką brugijską. Powstała dzięki uprzejmości blogowej znajomej,która pokazawszy to dzieło u siebie  podzieliła się wzorem . Tylko nie pamiętam czy to była   Irenka czy 
Iwonka. Przepraszam ale nie pamiętam 😥
Technika ta daje tyle możliwości. Z przyjemnością oglądam pracę innych pań.
I w ostatnich dniach grudnia skończyłam rozpoczętą w październiku szydełkową chustę zwaną virusem. Już kiedyś jedną taką zrobiłam ale nie była dla mnie więc jesienią uzupełniłam swoją szafę ( bo chust ci u mnie "za mało" )  powstała z dwóch całych motków wełny z moherem po 550 m tylko nie pamiętam nazwy. Zakupiłam w lokalnej pasmanterii 



Aby działania kronikarskie  były pełne nie mogę nie pokazać jesiennego udziergu, który docelowo miał być dość sporą firanką. Niestety w  trakcie przedświątecznych porządków, kiedy docelowe okno było puste przymierzyłam  i powiesiłłam onucę. Tak właśnie prezentował się kawałek po powieszeniu. Nie lubię kiedy firanka nie ma marszczenia. Kiedy jest bogata w wzór to marszczenie nie musi być bardzo duże ale kiedy wzór jest dość rzadki to niestety minimum dwa razy szerokość parapetu czyli na tym przypadku było 2,5 a powinno być 4 metry. Idzie do sprucia 
Nowa taśma z ilością oczek 1560 !!! Już w trakcie dzierganie czyli przede mną 4 m szydełkowego fileta.
I na koniec takiej sobie cudnej barwy kłębuszek , z którego powstała dość sympatyczna próbka do obliczenia ilości motków na dość spore dzieło , które zamówił sobie nagle Małżowinek , kiedy kończyłam szydełkowego virusa.

Niestety obecnie w pasmanteriach wielkie remanenty ( serdecznie współczuję osobom liczącym całą tą drobnicę ) więc ten temat pojawi się w następnych postach 😋
Znowu powstał post elaborat. Czy ja kiedyś poprawię się ?
Wszystkich tu zaglądających i zostawiających komentarz cmokam serdecznie 😘

czwartek, 8 grudnia 2016

Lew cz.6

Po ostatniej prezentacji powyższego ogarnęła mnie totalna niechęć i zdjęłam kanwę z krosna ,z zamiarem nie wracania już do tego haftu. Około miesiąca trwało moje "bicie się" z myślami. Niby miałam dość ale sumienie nie pozwoliło mi od tak sobie wyrzucić pòł roku pracy do kosza. I tak pewnego dnia ponownie rozłożyłam kanwę na kanapie,przyglądałam się z oddali i nagle stwierdziłam, że aż takiej tragedii nie ma aby nie skończyć. Lew wròcił ponownie na krosno i systematycznie codziennie pròbuję postawić chociaż po 100 xxx. Postępy powolne ale do przodu. Poza mną już 56 % pracyco daje 44tys.997 xxx wykonanych ,i koniec z kombinacja. Pilnuję tylko przechodzenia nitek poza 10 czyli nie parkowania w kratce ,a poza nią . Na zdjęciach tego nie widać ale wreszcie jest normalnie.


W trakcie tego "bicia się" oczywiście korciło mnie wrzucenie Afremowa ponownie na krosno, tym bardziej że pomimo rozpoczęcia go wiosną zmieniam rozmiar kanwy czyli rozpoczynam od nowa. Namówiłam nawet dziecię me ,kiedy odwiedziła rodziców aby przerobiła mi wzór na plik xsd by móc pracować z tabletem . Czyli do Afremowa mam już wszystko przygotowane ale najpierw skończyć Lwa .
Nie sądziłam, że z tym haftem zrobię sobie tyle problemu. Rozpoczynając go miałam wrażenie ,pracy łatwej i przyjemnej. Stawianie xxx dość zbliżonych do siebie odcieniami, pikseloza występująca we wzorze, nie czyni go prostym. Jednak o tym wiem teraz i szczerze podziwiam pracę innych pań w tego typu haftach. Teraz już tylko do przodu.
Przy tak powolnych postępach i dość monotonnym obrazie w trakcie powstawania trudno jest systematycznie prezentować postępy, bo to co powstaje w małych kawałkach, jest najzwyklej nudne. Aby pokazać Wam kolejne postępy musiałam materiał zdjąć z dolnego wałka gdyż inaczej prezentowany fragment to zwykła mazanina xxx ,ktòra dopiero w całości coś obrazuje. Prezentowanie postępów było łatwiejsze kiedy wyszywałam z kartek. Wtedy miałam system prezentacji po każdym wykonanym rzędzie. Od września przeniosłam wzór na tableta i wreszcie zaczęłam korzystać z zakupionej latem aplikacji Crossty. Początkowo nabyłam tę aplikację jako gadżet. Chciałam w ogóle zorientować się co to jest, podchodziłamdo tego jak pies do jeż albo zgodnie z powiedzeniem "i chciałabym i boję się" 😋. Obecnie nie wyobrażam sobie już innego haftowania. Koniec z kartkami, mazakami, śledzeniem w którym miejscu się jest albo gdzie zaparkować. Jak dla mnie program świetny. Ma kilka mankamentów ale jak na mój poziom posługiwania się takimi programami wystarczy. Osoby, które z niego korzystają wiedzą o czym piszę a kto boi się spróbować niech nie zwleka.

Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem , za odwiedziny u mnie pomimo dość małej mojej aktywności. Powtórzę to co ostatnio, przy trzymaniu się jednej pracy niestety nie ma czym chwalić się częściej. Chociaż na szydełku nowy projekt , również spory w realizacji ale o tym kiedy będę mogła zaprezentować więcej niż obecnie.


środa, 5 października 2016

Lew cz.5

Długo trwało tym razem wyszycie trzeciego rzędu kartek.Znacie to jednak , kiedy kilka życiowych etatów przeszkadza w oddawaniu się temu co przyjemne :):):) Skończył sie okres ogródkowy, lato pozamykane w słoichach, zamrażarce, .Chociaz czeka mnie jeszcze przetwórstwo jabłek.Te jednak zimowe i dość mocno trzymają sie jeszcze na drzewie.Wytrzymuja nawet dzisiejszy wiatr.U Was też tak wieje?
 Teraz chwila prawdy :):):)
Jak zwykle musiałam coś sknocić.Wyszywając Lwa idę parkowaniem ale nie słuchałam delikatnych wcześniejszych uwag.Buta została ukarana.Zamiast iść konkretnie w ząbki to sądziłam, że jak zahaczę o 1-2 xxx z następnej kolumny to będzie dobrze i ......nie jest dobrze.Mam to co krytykowałam u innych .Pięknie zaznaczone pasy na 1/3 haftu.Miałam przeogromną ochotę wczoraj zdjąc to z krosna i rzucić w kąt.Mam 20ct na Afremowa i korciło mnie przejść na inny haft.
Jednak tyle miesięcy pracy odłożyć, czy wróciłabym do niego kiedy ma już stygmat zepsutego ? Poszło by w kąt na wieki jak ubiegłoroczne "gotowce".Grzecznie poząbkowałam wykres i będę kontynuować.Może chociaz połowa będzie się porządnie prezentować
  Tak sie prezentuje obecny obszar
a tu nic nie widac, moge oszukać że jest cudnie :):):)


więcej fotek nie wklejam, nie ma się czym chwalić , rzeczywistość jest okrutna. Stawiając xxxx mam od dawna podstawowy problem, albo za mocno naciągam nitkę albo za luźno.Tak dzieje się na krośnie.Nie mogę wyczuc.Na tamborku nie miałąm tego problemu.Tylko nie wyobrażam sobie wrócić teraz do tamborka z tak dużym materiałam.Lubię wyszywać na dwie ręce.
We wrześniu miałam urodziny.Pisałam kiedyś, że od kilku lat stosuję wobec moich najbliższych koncert zyczeń :):):) czyli komunikuje  co chce otrzymac w prezencie. W tym roku zamówiłam sobie lampę , przyczepiana do krosna. Jestem z niej szalenie zadowolona.Nie jest to tani koszt ale można ten zakup zaplanować.Jesli ktoś waha się to szczerze namawiam.wyszywając nie mam cieni zza pleców jak w lampce bocznej, haft oświetlony jednolicie .Lampa posiada równiez lupe ale nie korzystam z niej ( jeszcze) , wystarczą mi moje okularki :):) Zakup zrobiony w Hobby Studio.Szybko, sprawnie , rzetelnie.
Podobne lampy maja byc na dniach w Lidlu w niższej cenie.





Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem.cieszą mnie przeogromnie.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Biały Lew cz. 4

       Dawno nie było relacji z powstawania sierściucha.Nie było bo nie miałam co pokazać.Drugi rząd kartek posuwał się ślamazarnie, przerwany jeszcze do tego pracą na wyklejanką.
Te dwa rzędy to taki poligon doświadczalny, haft mieszany.Nie mogłam konkretnie zdecydować się czy parkowanie , czy kolorkami.Jak poparkowałam to stwierdziłam, że w tym tempie za wolno i igiełka sama szła w kolorek.Potem była opcja kolorek ale w obrębie jednej kratki.Takim to sposobem powstał sobie dziwny misz masz xxxx.Na koniec porobiłam sobie  dziurki akurat w najtrudniejszym momencie czyli sierści nad uchem, przez ostatnie dwa tygodnie wyrównywałam dziury i dwa ostatnie rzedy "poszły " już cnotliwie samym parkowaniem. W ten o to sposób jestem już CAŁKOWICIE przekonana do tej techniki. Moje xxx również i w tej technice mają sporo do życzenia ale dla mnie najbardziej istotną rzecza jest wyszycie całego rzędu i nie wracanie już do pojedynczych xxx.Obecnie jet to zbyt upierdliwe. Można inaczej i ja tak czynię.To nie moda, to wygoda.Co do tempa to pogodziłam się.Nawet udaje mi się momentami "rąbnąć 90-100 xxx / godzinkę czyli suniemy w peletonie jak Maja Włoszczowska :):):)
 Prosze Państwa o to prezentacja :):):)


Więcej zdjęć z tego etapu brak.Przewinełam rolke, kanwa nawinięta, śrubulki zaciśnięte i więcej po następnym rzędzie kartek.Obecnie mam poza sobą 6 kartek, pozostało 18kartek

niedziela, 14 sierpnia 2016

Obywatel Kot - finał

  Zabawa w wyklejanie zakończona.Obywatel Kot przekazany właścicielowi.
Prezentuje sie tak:

Zabierając się za niego sądziłam, że szybciej mi to pójdzie.Panie bawiące sie w tę technike pisały, że robi sie szybko. Dla mnie te 3 tygodnie to było długo :):):) Gdyby nie zaglądano mi przez ramię śledząc moje postępy, kto wie czy nie odłożyłabym w czeluści.Niby fajnie, przyjemnie, nie mogę narzekać. Jednak to nie jest to co misie lubią najbardziej :):):) Tęsknię do krzyzyków i do nich dzis wracam wykorzystując wolną niedzielę :)
Zamówiony zestaw zawierał wszystko co potrzeba.Grupa na Fb służy pomoca w razie niepewności, można poczytać, podpatrzeć.Plastykowe kwadraciki zwane diamencikami w dość łatwy sposób przenosi się na przygotowany wzór.Mieści się on na materiale pokrytym wzorkami , jak w kolorowych wzorach do haftu. Po odklejeniu zabezpieczjącego papieru umieszczamy odpowiednie kwadraciki w wyznaczonym miejscu.Te diamenciki znajdują sie w ponumerowanych woreczkach strunowych, nie ma problemu z ich segergacją i szukaniem.Osobiście koło numerków naniosłam sobie dla ułatwienia znaczki.Początkowo idąc za radą jednej z pan, któa już wyklejała, wysypałam te kwadraciki w wytłaczanke po jajakach ( ma posegregowane przecież dołeczki) .Niestety nie był to dobry pomysł.Najlepiej wysypywało sie konkretny kolor na tackę z zestawu.
Pierwotnie zaczęlam wyklejać rzędami jak w krzyżykach.Okazało sie , że zamiast prościzny wychodziły mi dość krzywe linie i czas wyklejania dbył dłuższy. Niestety to nie xxxx i tu w moim przypadku sprawdziło sie wyklejanie kolorkami w wyznaczonym placu.Trzeba zaznaczyć, że nie odklejamy całego papieru pod którym znajduje się klej.Najlepiej robić to etapami , fragment po fragmencie.
Spróbowałam , wykonałam , zdałam relację ( proszono mnie w poprzednich komentarzach ) i ten etap uważam za zamknięty :)
Zestaw został zakupiony na Aliekspress, czas oczekiwania dosłownie 14 dni .

piątek, 22 lipca 2016

Mozaika z Ali

Cytując Franka Dolasa mogę o sobie wykrzyczeć "ludzie, ludzie zwariowałam"
Od jakiegoś czasu wśród osób szczególnie buszujących w grupach rękodzielniczych na FB panuje moda na chińskie mozaiki wyklejane diamencikami.Przyglądam się temu od dwóch lat i cały czas nie wzbudzały mojego zainteresowania. No nie pasiło mi.Kiedy jednak 2 tygodnie temy,ot tak z ciekawości weszłam w linka podanego na fb i znalazłam tego obywatela to cały mój dobry smak ( pojęcie względne) wziął w łeb.Zamówiłam
O to koci inteligent :
Przesyłka dotarła uważam , że w ekspresowym tempie. Została zamówiona dokładnie 2 tygodnie temu.Dziś do mnie dotarła,miałam niespodzankę po powrocie z pracy.
Cały zestaw wygląda tak :
Jak to mi się będzie wyklejało to nie mam zielonego pojęcia.Dzisiejszy wieczór zdradzam krzyżyki i testuję kota.
Idę kleić :):):)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Kapelusze -Epilog

Wreszcie są. Odebrałam je dziś od oprawcy. Nie będę opisywała tych wszystkich poczynań, których dokonywałam aby jako tako doprowadzić je do porządku po swoim lenistwie pralkowym.W pewnym momencie myślałam już , że nic z tego nie będzie. Udało się.Są drobne niedociągnięcia, widzę to ale widzę to tylko ja :):):) i niech tak zostanie.
Nieskromnie napiszę, że jestem zadowolona z efektu końcowego.Wszystkie razem, o to chodziło.Efekt kilku lat pracy.
I baaardzo istotna rzecz.Mąż po odebraniu od razu je powiesił!!!!!! A nie bylo to li i jedynie wbicie jednego gwoździka.Trzeba było wbić ich 21, wcześniej dokładnie wymierzyć, ułozyć. Jestem z Niego dumna :):):) Wiecie jak to bywa z mężami, tydzień, miesiąc, rok- zawsze jest jeszcze czas ( dobrze, że tu nie zagląda bo następne gwoździe musiałabym wbijac sama za tą ironię ). A tak na poważnie wcale nie łatwo było sensownie wszystkie razem powiesić. Jedne patrzą w lewo, jedne w prawo.Trzeba było poparować a 5 z nich patrzy tylko w jedną stronę, nie ma pary. Myślę, że jakiś consensus wybraliśmy.Oceńce same. Tym postem kończę temat wałkowany przez prawie 4 lata. Finito ;)

Jeszcze przed powieszeniem, parowanie.




Wisząc sprawiają wrażenie, że jest krzywo .Winę jednak za to ponosi krzywizna ściany.Mąż wieszał z poziomicą. Jesteśmy przed remontem co widać po ścianie ale nie mogłam powstrzymac sie i musiałam nakarmić swoją próżność czyli pochwalić się Wam .